tel: 602 777 092
157 707 77
Daczkowski.com
Strona główna / Blog prywatny / Trekking po Parku Narodowym Ordesa y Monte Perdido

BLOG PRYWATNY

Trekking po Parku Narodowym Ordesa y Monte Perdido

Data: 2009-09-05, 17:09
Tagi: wycieczki góry Pireneje

To była moja czwarta wyprawa w Pireneje. Ordesa zawsze kusiła! Na fotografiach przedstawiała się bardzo egzotycznie i nietypowo jak na znane mi dotychczas europejskie góry.


W końcu w lipcu 2009 roku wyruszyłem w jej kierunku.


Sprzęt, mapy
Mapa - "Ordesa y Monte Perdido" wydawnictwa Editorial Alpina jest wystarczająca

Raki - mieliśmy, ale po koniec lipca 2009 roku praktycznie nie używaliśmy

Buty - Meindl Air Revolution 5.1 okazały się idealne. Buty z bardziej miękką podeszwą mogą być mniej komfortowe, szczególnie gdy nosić będziemy ciężki plecak

Plecak - prawie dziesięcioletni Woodpecker II Alpinus 85 litrów.

Namiot - TROLL II '09 Fiord Nansen.

Aparat: Nikon D50 + trzy obiektywy

Kijki trekingowe - niezbędne


Dojazd do Ordesy jest fatalny!
Wylądowaliśmy w Barcelonie.  Stamtąd autobusem dostaliśmy się do miejscowości Heusca (pierwsza przesiadka, nie licząc tych w metrze barcelońskim). Z Heusci dojechaliśmy do Sabinanigo (kolejna przesiadka), a stamtąd do Torli - bramy do Parku Narodowego Ordesa. Dojazd zajmuje cały dzień.


Torla: kamienne miasto
Stąd na ogół zaczyna się trekking po Ordesie. Znajdują się tam dwa lub więcej campingi. Spaliśmy na campingu Rio Ara. Leży on dość blisko (ok. 5-10 minut drogi) od przystanku, z którego odjeżdżają autobusy do Parku. Prysznice, ciepła woda,toalety, sklep, spokój, czysto - oto zalety tego miejsca.


DSC_1007.jpg

Na campingu w Torli


Samą miejscowość można zwiedzić w 2-3 godziny, chodząc po krętych i wąskich uliczkach zamkniętych kamiennymi murami domów pokrytych wszechobecnym w tym rejonie łupkiem. Tworzy to malowniczą, choć jednokolorową (szarą) zabudowę Torli.


Pradera de Ordesa - schronisko Goritz: idziemy zboczem doliny
Z Torli do Pradera de Ordesa (1320 m n.p.m.) gdzie zaczyna się większość szlaków, jest około 8 km. Nie warto pokonywać ich pieszo, bo to asfaltowa droga. Koniecznie należy skorzystać ze specjalnych autobusów, kursujących bodaj od 6 rano do 22 wieczorem co 15 minut. Rewelacja!


Z Pradera de Ordesa scieżką nazwaną na mapie Senda de los Cazadores udaliśmy się się w kierunku Refugio y mirador de Calcilarruego. To ok. 500 metrów podejścia szlakiem wiodącym nieprzerwanie w górę, ukrytym niemal na całej długości w lesie. To jego wada, bo niewiele widać z pokonywania zbocza Doliny Ordesa. Dopiero w  Refugio y mirador de Calcilarruego znajduje się taras widokowy i... co za widoki! Pierwsze wrażenie jest takie, że to kraina z westernów, oglądanych przeze mnie w dzieciństwie. Można obejrzeć znaczną część Doliny Ordesa.


Schron, który tam się znajduje, może posłużyć do awaryjnego noclegu 2-4 osobom, ale wody w pobliżu nie ma.


DSC_1008.jpg

Widok z Refugio y mirador de Calcilarruego


DSC_1009.jpg

Widok z Refugio y mirador de Calcilarruego


DSC_1013.jpg

Widok z Refugio y mirador de Calcilarruego


Po odpoczynku weszliśmy na Faja de Pelay - ścieżkę biegnącą na wysokości ok. 1900 metrów. Prawdę mówiąc, nieco mnie rozczarowała. Za dużo lasu i krzaków. Jedynie dwa fragmenty zapierają dech w piersiach: widok odległej Brecha de Rolando (2807), do ktorej dotrzemy za parę dni, oraz powoli wyłaniającego się zza zakrętu Monte Perdido (3355).


DSC_1027.jpg

Widok z Faja de Pelay na odległą Bramę Rolanda


DSC_1048.jpg

Faja de Pelay: widok na Monte Perdido


DSC_1041.jpg

Ordesa, Faja de Pelay: widok na Monte Perdido


Gdy doszliśmy do krańca doliny, zakończonej olbrzymią ścianą, z której spływa wodospad Cola de Caballo, wspięliśmy się bardzo wygodną ścieżką, omijając łańcuchy zwane Clavijas de Soaso. Mój ciężki, ponaddwudziestokilogramowy plecak, nie zachęcał do tego typu wspinaczki... Stamtąd było jeszcze ok. 200 metrów podejścia do schroniska Goritz.


DSC_1063.jpg

Ordesa, Faja de Pelay


DSC_1073.jpg

Pireneje, Ordesa. Podejście do schroniska Goritz


DSC_1088.jpg

Pireneje, Ordesa. Biwak blisko schroniska Goritz


Ten fragment jest bardzo malowniczy. Z tyłu widać dolinę Ordesa, z przodu piętrzy się Monte Perdido, a z lewej strony odsłania się powoli Circo de Goritz. Jeszcze bardziej po lewej stronie sterczy potężna góra, składająca się jakby z wysypanych i nałożonych na siebie głazów - Punta Tobacor (2779). Pięknie!


Na całej Faja de Pelay napotkałem jedno miejsce z wodą, warto zatem odpowiedni zapas dźwigać.


Droga od Pradera de Ordesa do schroniska Goritz zajęła mi ok. 6 godzin wraz z odpoczynkami i wykonywaniem zdjęć.


Schronisko de Goritz - Monte Perdido: na najwyższym wapiennym szczycie Europy!
Schronisko znajduje się na wysokości ok. 2200 metrów. Zdaje się, że jest cały czas zatłoczone. Nie ma co liczyć na nocleg bez rezerwacji. Na szczęście wokół schroniska została wyznaczona strefa, gdzie można się rozbijać. Cała łąka wokół schroniska pokrywa się kilkudziesięcioma namiotami, które - zgodnie z przepisami - należy rozbić wieczorem, a dość wczesnym rankiem zwinąć. Widziałem akcję strażników parku, spisujących turystów z rozbitymi namiotami o 9.00 rano. A wystarczy zwinąć namiot. Reszta rzeczy wcale nie musi być spakowana.


W schronisku można za 6 euro zamówić sobie litr wina i za 2 euro wynająć szafkę, w której chowa się ekwipunek niepotrzebny do podejścia pod Monte Perdido. Można też zjeść tam obiad (podawany zdaje się o 19.00), ale nie skorzystaliśmy z tej możliwości. Nosiliśmy w plecakach kuchenkę gazową o makarony hiszpańskie.


DSC_1172.jpg

Helikopter przy schronisku Goritz dowozi żywność i zabiera śmieci


DSC_1174.jpg

Helikopter przy schronisku Goritz


DSC_1178.jpg

Helikopter nad Valle de Ordesa


Podejście na Monte Perdido oznacza pokonanie przewyższenia o wartości ponad 1100 metrów. Szlak jest dość dobrze oznaczony i wjedzie kamienną krainą, w której nie ma miejsca na górskie łąki. Przepięknie położone jest jezioro Lado Helado, z którego widać szczyt oraz ostatni, najtrudniejszy fragment podejścia. To rumowisko głazów, kamieni i kamyków, które usuwają się spod nóg, czyniąc podejście jeszcze bardziej żmudnym.


DSC_1106.jpg

Podejście pod Monte Perdido. Ścieżka biegnąca nad Lago de Helado, w kierunku Cuello del Cilindro


DSC_1112.jpg

Pireneje, Ordesa. Jezioro Lago Helado. Wyżej - ścieżka na szczyt Monte Perdido


DSC_1116.jpg

Pireneje, Ordesa. Ścieżka na Monte Perdido


DSC_1121.jpg

Widok na Valle de Ordesa z podejścia na szczyt Monte Perdido


Na szczycie byliśmy po ok. 5 godzinach wędrówki (wliczając w to odpoczynki i wykonywanie zdjęć). Ze szczytu widać m.in. Refugio Pica Tucarrroya, położone na wysokim i wąskim siodle.  Reszta widoków? Prawdę mówiąc nie rzuciła mnie na kolana. Jeszcze raz potwierdza się teza, że czasem doliny są piękniejsze od szczytów... Bez wątpienia jednak warto wejść na najwyższy szczyt wapienny Europy.


DSC_1131.jpg

Pireneje, Ordesa. Na szczycie Monte Perdido


DSC_1142.jpg

Pireneje, Ordesa. Na szczycie Monte Perdido


DSC_1135.jpg

Pireneje, Ordesa. Na szczycie Monte Perdido. Widok na Lago de Marbove i schron Tucarroya


Zejście zajęło nam ponad 3 godziny, w sumie cała wyprawa ponad 8 godzin. To droga naprawdę wyczerpująca, szczególnie przy schodzeniu, kiedy nogi odmawiają posłuszeństwa.


DSC_1149.jpg

Pireneje, Ordesa. Na szczycie Monte Perdido


DSC_1151.jpg

Zejście z Monte Perdido. Widok na Cilindro de Marbore


Na przełomie lipca i sierpnia nawet na tak znacznej wysokości było niewiele śniegu. Raki okazały się zbędne. Jednak północna ściana Monte Perdido wciąż była kompletnie zaśnieżona.


Schronisko de Goritz - Brecha de Rolando - Refuge des Sarradets ou de la Breche de Roland: wspomnienia o eposie średniowiecznym...
Jedna z najładniejszych tras. Faja Luenga to ścieżka, biegnąca dnem rozległej doliny, łagodnie wspinającej się do góry. Dość powiedzieć, że od schroniska Goritz do Cuello de Miliaris jest zaledwie ok. 250 metrów podejścia. Wcześniej mamy okazję podziwiać, i to przez dłuższy czas, Circo de Goritz.


DSC_1298.jpg

Początek Faja Luenga, która nas zaprowadzi do Cuello Millaris


W Cuello de Miliaris mamy do wyboru: albo skierować się górą, na łańcuchy zwane Paso de los Sarrios, albo też pokonać trasę przez Plana Millaris i przez Collado del Descargador. Wybraliśmy drugi wariant. Przeszliśmy środkiem Plana Millaris, która robi spore wrażenie - to wyschnięty i zupełnie płaski kamienny fragment gór. Nigdy na Marsie nie byłem, ale ten fragment Ordesy Mars właśnie mi przypominał.


DSC_1300.jpg

Cuello Millaris. W tle w dole Faja Luenga, powyżej Monte Perdido


DSC_1309.jpg

Collado del Descargador. W tle Monte Perdido


DSC_1318.jpg

Collado del Descargador, widać Bramę Rolanda


Potem już szliśmy doliną strumienia Bco de la Brecha w kierunku Bramy Rolanda. Jest to około 300-400 metrów podejścia, które pokonuje się dość szybko. W końcu znaleźliśmy się na osławionej Bramie Rolanda (2807). Według legendy właśnie tu zginął ów rycerz, a brama w skale powstała wtedy, gdy próbował zniszczyć swój miecz Durandel, uderzając nim o góry.


DSC_1326.jpg

Dolina Bco de la Brecha - od nazwy strumienia


DSC_1328.jpg

Tuż przed Bramą Rolanda


Niestety, to jedno z najpopularniejszych miejsc w Pirenejach. Tłok, dzieci, aparaty fotograficzne nie pozwalają na chwilę refleksji. Poza tym wieje zimny wiatr. Jesteśmy tam krótko, ale widok Bramy Rolanda będzie towarzyszył nam jeszcze przez dwa dni.


Tymczasem schodzimy stromym zejściem na francuską stronę, w kierunku schroniska Refuge des Sarradets ou de la Breche de Roland. Pytam o nocleg dla dwóch osób. Zaskoczenie: jest miejsce! Ale w związku, że nie ma prysznica (nawet z zimną wodą) przez bodaj 2-3 godziny schodzimy 500 metrów niżej w kierunku Vallee des Pouey D'Aspe (a nie szlakiem HRP w kierunku francuskiego parkingu). Rozbijamy namiot blisko strumienia z widokiem na całą dolinę, która jutro zaprowadzi nas do Gavarnie. Kąpiel w strumieniu opalanie się w promieniach zachodzącego słońca, spokój, cisza, pięknie... Lepiej niż w schronisko. Miejsce polecam!


DSC_1421.jpg

Refuge des Sarradets we Francji


 


DSC_1441.jpg

Valle des Pouey D'Aspe. Widać drogę do Gavarnie


DSC_1444.jpg

Wschód w Valle des Pouey D'Aspe. Nocleg w namiocie w przepięknym miejscu!


DSC_1454.jpg

Przed Cirque de Gavarnie


Vallee des Pouey D'Aspe - Gavarnie - Refuge des Espuguettes: piękne schronisko!
Szlak łagodnie schodzi do miejscowości Gavarnie. Z prawej strony widać wyłaniający się przepotężny Cirque de Gavarnie.


W samym miasteczku turystyczny tłok. Są dość dobrze wyposażone sklepy, można również kupić francuskie mapy. Można również rozbić się na campingu. Ale atmosfery nie ma, więc chcemy opuścić to „turystyczne" miasteczko. Podchodzimy najpierw około 300 metrów w kierunku Cabany de Pailla (szlak dobrze oznaczony). Podejście męczące. Panował wówczas upał, w dolinie nie było w ogóle wiatru.


DSC_1459.jpg

Brama Rolanda w oddali, widziana z podejścia do Refuge des Espuguettes


Z rozdroża, w którym szlak HRP prowadzi w kierunku Cirque de Gavarnie, a drugi szlak wiedzie nas do Cabana de Pailla, widać już schronisko. Początkowo zamierzaliśmy spać blisko cabany w namiocie, ale wszędzie były znaki zakazu biwakowania. Zatem udaliśmy się do schroniska. I nie żałuję. Bardzo miła obsługa, wino, widok na Bramę Rolanda, biegające osły i barany. Niestety nie ma w niej prysznica choćby z zimną wodą, są za to wygodne łazienki.


DSC_1503.jpg

Refuge des Espuguettes. Nad chmurami Brama Rolanda


Refuge des Espuguettes - Hourquette d'Alans - Pico Tucarroya - Lago de Marbove: nocleg nad dużym jeziorem
Tuż za schroniskiem zaczyna się wypłaszczenie Plateau de Cardous. To miejsce wypasu, które za chwilę łagodnie i wygodnie dla turysty wznosi się w kierunku przełęczy Hourquette d'Alans. Z prawej strony cały czas widać Bramę Rolanda, która ostatecznie zniknie nam dopiero za przełęczą.


DSC_1513.jpg

Idziemy w kierunku d'Alans


DSC_1518a.jpg

Refuge des Espuguettes widziane z podejścia na Hourquette d'Alans


DSC_1531.jpg

Brama Rolanda z oddali, widziana z Hourquette d'Alans


Przełęcz Hourquette d'Alans jest niewielka - siodło, gdzie może zmieścić się kilkanaście osób. My byliśmy sami. Z niej Oglądaliśmy zakończenie doliny D'Estaube, by po chwili pokonać dość wygodną ścieżkę wiodącą przez Cirque D'Estaube. Trudności zaczęły się tuż za małym jeziorkiem, znajdującym się na wysokości 2270 m n.p.m., a od przełęczy na 2431, gdzie szlak skręca bezpośrednio na Pico Tucarroya, zaczyna być naprawdę ciężko i niebezpiecznie. Najgroźniejszy wcale nie jest niewielki lodowiec, ale fragment tuż za nim. Szlak poprowadzony jest tak stromymi skałami, że przypomina to bardziej wspinaczkę niż trekking. To naprawdę niebezpieczny fragment, który pokonaliśmy, mozolnie, ostrożnie, z licznymi odpoczynkami na złapanie oddechu.


I w końcu zobaczyliśmy osławiony schron Pico Tucarroya. W planach właśnie tu zamierzaliśmy spać. Piękny widok na Monte Perdido z lodowcem na ścianie północnej, poniżej jezioro. Stromo, ale... Ale tam tak śmierdzi moczem i kałem, że po chwili zrezygnowaliśmy z noclegu. Poza tym strasznie wieje.


DSC_1558.jpg

Widok na Monte Perdido z Refugio Tucarroya


DSC_1563.jpg

Refugio Tucarroya


DSC_1571.jpg

Wnętrze Refugio Tucarroya


Ostatecznie rozbiliśmy namiot tuż nad jeziorem Lago de Marbove. Jest tam nieco miejsca na biwak. Zrobiło się nieco cieplej, można było się umyć, przygotować jedzonko...


DSC_1578.jpg

Jezioro Lago de Marbore


DSC_1622.jpg

Nad jeziorem Lago de Marbore


Lago de Marbove - Circo de Pineta - Refugio Pistas de Fondo: zejście non stop
Rano tak wiało, że plasterki pomidorów były zdmuchiwane z chleba! Woda w jeziorze wzburzyła się i ciągnąły od niej lodowate podmuchy. Uciekamy.


Lago de Marbove znajduje się na wysokości powyżej 2600 m n.p.m., a Refugio Pistas de Fondo na wysokości ok. 1200 m n.p.m., co oznaczało zejście 1400 metrów w dół.


DSC_1632.jpg

Dolina Pineta widziana z Balcon de Pineta


Circo de Pineta jest przepiękny! Wiedzie dość blisko strumienia, który potężnieje, przelewa się ogromnymi kaskadami. Ścieżka jest dość wygodna. Cała ściana, którą schodziłem skierowana jest na południe, co oznacza w słoneczną pogodę wysoką temperaturę, która rosła z każdym metrem zejścia.


Za to przepięknie widać Valle de Pineta - szeroką dolinę, jedną z trzech (obok Ordesa i Anisclo), z któej składa się ta część hiszpańskich Pirenejów


Zanim dotarliśmy do El Felqueral (mostek), byłem solidnie zmęczony. Na szczęście stamtąd do pola biwakowego już tylko spacerek.


Sam biwak jest nieco inny od tych, do których byłem przyzwyczajony w Hiszpanii. Prysznice na zewnątrz bez kabin (tak jak przy basenach) zmuszają do mycia się w strojach kąpielowych. Nie ma sklepu, jedynie bar z obsługą kompletnie nie mówiącą po angielsku. Ale, mimo to, jest tam miło. Nad biwakiem sterczą potężne szczyty Circo de Pineta.


DSC_1656.jpg

Refugio Pistas - camping w dolinie Pineta


Refugio Pistas de Fondo - Collado de Anisclo: 1300 metrów w górę!
Aby dojść do Collado de Anisclo, najpierw trzeba zejść do Refugio de Pineta. Droga częściowo wjedzie asfaltem, po którym rzadko jeżdżą samochody. Następnie trzeba pokonać rzekę, a za rzeką od razu zaczyna się podejście. Do przełęczy Anisclo jest stąd aż 1200-1300 metrów w górę. Z ciężkimi plecakami trzeba przepychać się przez krzaki, pokonywać skały. I ciągle w górę, bez żadnego wypłaszczenia. To był najtrudniejszy dzień w całej tej wyprawie. Za to pokonywaliśmy całe zbocze Doliny Pineta.


DSC_1672.jpg

Collado de Anisclo


DSC_1673.jpg

Biwak w dolinie Anisclo tuż pod Collado de Anisclo


Na samej przełęczy przywitał nas ostry, zimny wiatr oraz ciemne chmury, które zgoniły nas do doliny Anisclo, gdzie ok. 100 metrów niżej rozbiliśmy się. Spadł deszcz. Zrobiło się naprawdę chłodno. Za to widzieliśmy kozice i mieliśmy piękny widok na kanion Anisclo. Spokój, cisza, żadnego turysty.


Collado de Anisclo - Collado Superior de Goritz - Refugio de Goritz: widok na kanion
Zejście doliną Anisclo jest bardzo przyjemne. Szlak łagodnie opada, a tuż przed sobą mamy widok zwężającej się doliny, która zmienia się w wąziutki kanion. W miejscu Pasarela skręciliśmy w prawo i, przechodząc przez metalowy mostek, rozpoczęliśmy podejście na Collado Superior de Goritz. Po raz pierwszy widziałem w Hiszpanii wyciętą kosodrzewinę dla ułatwienia maszerujących. Ta odnoga doliny jest bardzo wąska i głęboka, fragmenty podejść są strome, męczące, ale nie niebezpieczne. Z samej przełęczy dochodzi się łatwo do Goritz.


DSC_1773.jpg

Przed Collado Superior


Refugio de Goritz - Pradera de Ordesa: wygodny powrót do Torli
To ostatni dzień wędrówki. Schodzimy do doliny Ordesa, którą w pierwszym dniu trekkingu pokonywaliśmy Fają de Pelay, wiodącą kilkaset wyżej. Ciekawie jest mniej więcej do miejsca Refugio de Soaso, potem szlak wchodzi w las. Pojawia się coraz więcej niedzielnych turystów. Mimo to szlak jest dobrym sposobem na opuszczenie gór. Ścieżka, a następnie droga jest wygodna, lekko schodząca w dół.


DSC_1789.jpg

Valle de Ordesa - wracamy do Pradera Ordesa (parking). W tle Monte Perdido


Z Pradera co 15 minut odjeżdżają autobusy do Torli. Jeszcze tego samego dnia rozpoczęliśmy podróż do Barcelony, do której dotarliśmy późnym wieczorem.









DODAJ KOMENTARZ
Autor
Email
Treść
Przepisz kod z obrazka Kod CAPTCHA

KOMENTARZE
Ostatnie wpisy
  • Melancholia von Triera to artystyczny bełkot
  • Przebiegłem Półmaraton Ślężański (26 marca 2011)
  • Wygrany - film w reż. Saniewskiego to dno
  • Na biegówkach w Jakuszycach
  • Bieg na 10 km w Trzebnicy
  • Znalazłem kota na os. Przyjaźni...
  • Na rowerze górskim: Jakuszyce
  • Dorada na obiad, czyli moje pyszności!
  • To nie jest kraj dla starych ludzi (recenzja filmu)
  • Dom zły (recenzja filmu)
  • Zero (recenzja filmu)
  • Dystrykt 9 (recenzja filmu)
  • Karmel w reżyserii Nadine Labaki (recenzja)
  • Weekend 19-20 września: wzgórza podwrocławskie
  • 27-30 sierpnia nad jeziorem Lgiń
  • Trekking po Parku Narodowym Ordesa y Monte Perdido
  • Długi weekend 11-14 czerwca: w Górach Sowich!
  • Zamek w Witostowicach
  • Zamek w Urazie
  • Widok z okna

  • Ostatnie komentarze
  • Zostaw ją sobie, dwa koty chow
  • jest niesamowita :) pozdrawia
  • Witaj, zaskoczona jestem \"Ka
  • Byłem tam :)

  • Wszystkie tagi
    książki obrazy góry Jakuszyce wycieczki zamki Pireneje Wzgórza Trzebnickie Wzgórza Strzelińskie recenzja filmu pyszności kot zawody bieganie